Drogi inne, dukty, ścieżki
Czasem włóczę się po świecie. Tak po prostu. Bez pośpiechu i bez planów, przed siebie. Towarzyszy mi wielki fioletowy i zniszczony Karrimor - plecak, który mieści wszystkie niezbędne drobiazgi, i Wiersze zebrane Haliny Poświatowskiej, które czytam o zmroku. W plecaku, obok Haliny, śpi Canon i kilka negatywów, a czasem jego młodszy, cyfrowy brat. Czasem obok idzie przyjaciel - jak bowiem lepiej oddać wartość przyjaźni niż - choćby na chwilę, na kilka godzin - uwspólnić los? Wałęsamy się więc tak tu i ówdzie raczej omijając miejsca opisane w przewodnikach Loney Planet - i czasem natrafiamy na coś ciekawego: tak rodzą się zdjęcia. Kiedy indziej spotkamy kogoś wyjątkowego: tak rodzą się wiersze.
Niektóre ze słów i migawek z niespiesznych herbacianych włóczęg zebrałem poniżej. Do tego worka wrzuciłem także kiilka praktycznych porad dla tych, którzy znajdą się w tych samych miejscach. Zalecam lekturę z cynowym garnuszkiem pełnym niesłodzonego czaju w dłoniach.
Są takie miejsca, bez których świat byłby wyraźnie gorszy. W takich miejscach nikt nie rozlicza Cię zbyt dokładnie z tego ile jesz i pijesz, a Ty nie przejmujesz się tym, że Twoją karimatę odruchowo przygarnął ktoś obcy. Są też tacy ludzie, bez których świat miałby zdecydowanie mniej sensu. Po prostu przychodzą. Ty nie pytasz skąd, a oni nie wnikają w to dokąd. A jeśli nieopatrznie spytają gdzie idziesz - zadowalają się odpowiedzią "w górę". Długą rozmowę przerywa sen, rozstaj albo gwizdek pociągu - ale pamiętasz ich latami.
Takich ludzi spotkałem. Między innymi tu:
Huta Polańska
Hawiarska (GoCha)
Chyz u Bacy
Muszyna-Złockie
Strużnica
marszrutka z granicy do Lwowa